Sądowi kuratorzy już pięć razy próbowali odebrać dzieci od ojca. Bezskutecznie. - Mamy do czynienia z bardzo delikatną materią, z wrażliwą psychiką dzieci - mówi Ewa Bazelan, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie. - Wykonywanie wykonywanie tych orzeczeń musi się odbywać ze szczególną ostrożnością. - Forum dla rodziców: maluchy.pl « ciąża, poród, zdrowie dzieci - Carrie napisał w babskie pogaduchy ;): tyczka, ale spójrz wstecz, zanim poznałaś mężaczy już wtedy nie przymierzałaś się do tej roli Atlasa? czy już wcześniej nie próbowałaś robić sama, tylko sama bo ja to zrobię lepiej? Musi sobie Pani odpowiedzieć na pytanie co Pani zrobi jeżeli mąż jednak nie zmieni swojego zachowani. Zachęcam do terapii małżeńskiej, jednak zdaję sobie sprawę, że mąż może się na nią nie zgodzić, w takiej sytuacji polecam indywidualną sesję u psychologa lub w poradni małżenskiej gdzie powinna Pani uzyskac pomoc. Pozdrawiam. 00:00. 00:00. Mamo, dlaczego ten Pan jeździ na wózku? – Pyta dziecko wpatrzone w osobę poruszającą się na nietypowych, czterech kółkach. Na pewno każdy Rodzic usłyszał tego typu pytanie – jedni odpowiadają na nie zdawkowo, a drudzy przemilczają. "To mężczyzna powinien utrzymać rodzinę. Wydaję mi się, że to logiczne. Ja mogę wziąć na siebie wszystkie domowe obowiązki. Tak też ustaliłam z mężem. Wiedział, że podoba mi się tradycyjny model rodziny. Niestety, ostatnio przestał spełniać moje oczekiwania i coraz częściej muszę dokładać do domowego budżetu". Cześć, Mam bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną i nie wiem, jak sobie z tym poradzić Oto taki strach. Mam męża wkrótce będzie 2 lata, ponieważ jesteśmy razem mamy pełne małżeństwo jest dzieckiem. Ale mój mąż jest prawdziwym "tyranem". Na początku wszystko było dla nas cudowne, opiekował się, dbał, martwił się Z życia. "Gosia była wiecznie niezadowolona z prezentów. W tym roku zrobiłem jej psikusa i dobrze jej tak". Paula Lazarek. Canva.com. Przejdź do galerii. Niedziela, 12 listopada 2023. "Moja żona to złota dziewczyna, ale moim zdaniem trochę rozpieszczona przez bogatych rodziców, którzy wcześniej kupowali jej wszystko, co tylko Bratowa męża tak robi. Masakra, nikt nic złego jej nie zrobił, a onaw kółko unika tej rodziny, chłopa tak urobiła, że wiecznie nie ma czasu dla własnych braci, widzi się z nimi na żywo Napisano Październik 23, 2008. Ja mam 27 lat, on ponad 29. Jestemy razem od 9 miesiecy. Mieszkamy w duzym miescie, powiedzmy X, a jego rodzice ok.90 km stad, w malym miasteczku. On praktycznie co Mąż mąż ciągle zerka na byłą kochankę Regulamin; Polityka prywatności; Kontakt; Forum Kafeteria jest częścią Wirtualna Polska Media SA. Powered by Invision Community. hgso. fot. Adobe Stock Zawsze lubiłam swoją teściową. Uważałam, że to dobra i rozsądna kobieta. Nigdy mnie nie krytykowała, nie próbowała pouczać. Przeciwnie – zawsze okazywała mi szacunek i życzliwość. A doradzała tylko, gdy o to poprosiłam. Miałam z nią lepszy kontakt niż z własną matką Kiedy więc przeprowadziliśmy się z mężem do innego miasta, byłam niepocieszona. Tęskniłam za nią. Ilekroć miałam jakiś problem lub chciałam po prostu porozmawiać, chwytałam za telefon i do niej dzwoniłam. Przegadałyśmy wiele godzin. Dziesięć lat temu teściowa zaczęła niedomagać. Dokuczało jej serce, nadciśnienie, miała kłopoty z chodzeniem. Zaproponowałam więc od razu, żeby przeniosła się do nas. Akurat przeprowadziliśmy się do własnego domu, więc miejsca nie brakowało. Nie chciała o tym słyszeć. Mówiła, że jeszcze nie jest z nią aż tak źle, że starych drzew się nie przesadza, że tam ma swoje koleżanki, znajomych lekarzy, ulubioną ławkę w parku, sklepy. Rozumiałam ją, więc nie nalegałam. Ustaliliśmy z Adamem, że będziemy odwiedzać mamę jak najczęściej. Dom opieki to wcale nie jest taki zły pomysł… Z upływem czasu choroba teściowej bardzo się rozwinęła. Prawie przestała wychodzić z domu, nie radziła sobie z zakupami, gotowaniem, sprzątaniem. Stało się jasne, że nasze sporadyczne przyjazdy to za mało, by zapewnić jej odpowiedni komfort życia i bezpieczeństwo. Szaliki, czapki, apaszki. Tutaj kupisz rzeczy na jesień: Mąż wynajął więc opiekunkę, która spędzała z mamą kilka godzin dziennie Aby wszystkiego dopilnować, sam jeździł do niej w każdy weekend. Spędzał też u niej urlopy. Trochę mnie to bolało, bo chciałam, żeby wolny czas poświęcał mnie i naszemu synowi, Bartkowi, ale milczałam. Rozumiałam, że nie chce zostawić schorowanej matki w potrzebie. Stan zdrowia teściowej ciągle się pogarszał. Wymagała już nie tylko pomocy w gotowaniu, zakupach i sprzątaniu, ale też stałej opieki lekarskiej. Miała coraz słabsze serce i nigdy nie było wiadomo, kiedy poczuje się gorzej. Pomyślałam więc, że najlepiej będzie, jak przeprowadzi się do prywatnego domu opieki. U nas nie chciała zamieszkać, a zresztą to i tak nie rozwiązałoby problemu. My przez cały dzień byliśmy w pracy, syn w szkole, a potem na różnych zajęciach. I tak więc byłaby sama, a w domu opieki miałaby całodobową pomoc, lekarza i swój własny pokój. Nawet znalazłam taki dom, pojechałam go obejrzeć, zrobiłam wywiad. Pobyt kosztował majątek, lecz i pensjonariusze, i ich rodziny byli zadowoleni z warunków. Byłam więc pewna, że Adamowi ten pomysł bardzo się spodoba. Srodze się jednak zawiodłam. Gdy mąż usłyszał, o co mi chodzi, wpadł w szał. Krzyczał, że nigdy tego nie zrobi, że taka propozycja nawet przez gardło mu nie przejdzie. – Jak ty to sobie wyobrażasz? Że stanę przed nią i zapytam jak gdyby nigdy nic, czy chce iść do domu starców?! Chyba zwariowałaś! Co ona sobie o mnie pomyśli? Że jestem wygodny i chcę się jej pozbyć jak śmiecia? Nigdy! Za wiele jej zawdzięczam, by skrzywdzić ją w ten sposób! – grzmiał. Przestraszyłam się tego wybuchu, więc bąknęłam tylko, że przecież nic nie jest jeszcze postanowione, że chodzi tylko o rozmowę. Nie chciał słuchać. Krzyknął tylko, że jestem bez serca, i zamknął się w sypialni. Boczył się na mnie przez trzy dni. Przecież ja jestem teraz jak słomiana wdowa! Od tamtej pory minął rok. W tym czasie nieraz próbowałam jeszcze namówić męża, by porozmawiał z mamą o przeprowadzce do domu opieki. Kończyło się zawsze tak samo – karczemną awanturą! I oskarżeniami o egoizm i brak serca. Teściowa nadal mieszka więc u siebie. Jest coraz słabsza, więc teraz mąż jeździ do niej nawet w dni powszednie. Wystarczy, że opiekunka powie mu przez telefon, że mama miała zawroty głowy albo skarżyła się na kołatanie serca, a już rzuca wszystko i do niej pędzi. Jak sytuacja jest poważna, zwalania się nawet z pracy. Pół biedy, gdyby mieszkała w tym samym mieście. Ale dzieli nas ponad sto kilometrów. Mąż nigdy więc nie wraca, tylko zostaje u niej na noc. Doszło do tego, że prawie w ogóle nie bywa w domu. Wszystko jest na mojej głowie. Rachunki, naprawy, ciężkie zakupy, a do tego oczywiście sprzątanie, gotowanie. Bartek ma 13 lat, wchodzi w trudny wiek, potrzebuje ojca, a nawet nie ma z nim kontaktu. Ja nie jestem w stanie nic zaplanować, bo nigdy nie wiem, czy Adam nie będzie musiał jechać akurat do mamy. Nie spędzamy wspólnie czasu, nie rozmawiamy, bo nie ma kiedy. Razem na urlopie byliśmy 6 lat temu! To ma być małżeństwo? Moim zdaniem, nie! Naprawdę nie wiem już, co robić. Kocham Adama, ale jestem coraz bardziej rozżalona i rozczarowana jego zachowaniem. Boli mnie, że stawia uczucia matki na pierwszym miejscu, że nie myśli o mnie i o synu. Przecież my też go potrzebujemy! Moim zdaniem ten jego opór przed rozmową z mamą na temat domu opieki jest po prostu głupi. Dlaczego z góry zakłada, że ona poczuje się jak niepotrzebny śmieć? Może właśnie chciałaby znaleźć się w takim miejscu, gdzie czułaby się pewniej i bezpieczniej, mając towarzystwo i zapewnioną opiekę? Wystarczyłoby tylko zapytać. Jeśli powie zdecydowanie: nie, to trudno, usiądziemy i zastanowimy się, co zrobić dalej. Ale może akurat się zgodzi? Kilka dni temu rozmawiałam o całej sprawie z najlepszą przyjaciółką, Agnieszką. Powiedziała, że na moim miejscu pojechałaby w tajemnicy przed mężem do teściowej i z nią pogadała. Tak od serca. A potem sama zapytała o dom opieki. Korci mnie, żeby to zrobić, ale boję się reakcji Adama. Jak się dowie o naszej rozmowie, pewnie się wścieknie. Będzie krzyczał, że nie miałam prawa się wtrącać, że to jego mama. Mam wrażenie, że nie ma wyjścia z tej sytuacji… Czytaj także:Nie dawałam sobie rady z jednym dzieckiem, a gdy urodziłam drugie, zaczął się obóz przetrwaniaZazdrościłem Jackowi, że jest kawalerem - u mnie tylko kupki i zupki...Podczas pandemii najgorsza jest samotność. Chciałabym wyjść do ludzi. Ale może wcześniej umrę Jesteście z mężem małżeństwem, z którego na świat w czasie jego trwania przyszła Państwa córeczka – z uwagi na ten fakt z mocy prawa posiadacie pełnię władzy rodzicielskiej. Ograniczyć tę władze może jedynie orzeczenie sądu opiekuńczego. Rodzice, którzy posiadają (oboje) pełnię władzy rodzicielskiej mają prawo samodzielnie podejmować decyzje dotyczące spraw bieżących dziecka. Jednak w sprawach istnej wagi potrzebna jest zgoda obojga rodziców, jeżeli jej brakuje taką zgodę zastępuje orzeczenie sądu opiekuńczego. Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie wymienia, jakie to kwestie są bardzo istotne. Z natury i praktyki sady uznają za takie istne kwestie sprawy dziecka, które poprzez decyzje rodziców mogą zmienić życie dziecka, np. zmiana miejsca zamieszkania, zmiana szkoły itp. Jak to się ma do Pani wizyt u mamy i sprzeciwu męża? Wszystko w tym przypadku, w mojej ocenie, zależy od częstotliwości i długości tych wizyt. Z opisu sprawy może bowiem wynikać, że mąż ma poczucie pustego domu, w którym na co dzień chciałby mieć żonę i córkę, a jest inaczej z powodu zbyt częstych wyjazdów do Pani mamy. Myślę, że tu nie chodzi o to, czy jest tam miło, czy też nie. Po prostu on chce mieć swoją rodzinę – Panią i córeczkę. Nic w tym złego ani nadzwyczajnego – jedynie jak we wszystkim potrzebny jest umiar i zdrowy rozsadek. Warto po prostu usiąść i porozmawiać na spokojnie, np. po obiedzie, gdy będziecie sami w domu. Wówczas Pani wytłumaczyłaby, że wizyty u mamy są dla Pani bardzo ważne, ale nie tak ważne, jak on i własna rodzina. Warto ustalić, że jeździ Pani np. raz na miesiąc na 2 dni do mamy z córką. Generalnie pretensje męża nie są pozbawione racji – może w zły sposób, bo kłótnią i awanturą próbuje Pani powiedzieć, że po prostu mu brakuje Pani i córki obecności, kiedy przebywa Pani z córeczką u swojej mamy. Pani także musi zrozumieć, że teraz centrum Pani życia osobistego i rodzinnego to nie dom mamy, ale miejsce, w którym zamieszkaliście z mężem i córeczką. Warto dojść w tym temacie do porozumienia, ewentualnie skorzystać z pomocy mediatora, który obiektywnie pomoże Wam ustalić zasady funkcjonowania. Nie ma sensu kłócić się o to, czy doprowadzać do zakazów, które oczywiście może Pani złamać bez konsekwencji prawnych. Jednak konsekwencje życiowe mogą być znacznie dotkliwsze i pociągnąć za sobą w rezultacie także daleko idące konsekwencje prawne nie tylko dotyczące dziecka, ale także Państwa małżeństwa. Zachęcam więc do przemyślenie sprawy, spokojnej rozmowy i mądrego kompromisu z mężem w tym temacie, a dobro Państwa córeczki niech będzie najlepsza płaszczyzną porozumienia. Jeśli masz podobny problem prawny, zadaj pytanie naszemu prawnikowi (przygotowujemy też pisma) w formularzu poniżej ▼▼▼ Zapytaj prawnika - porady prawne online . gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 11:16 Czy od Was też rodzice wymagają rozwiązywania swoich problemów na każdym kroku? Mam 31 lat, wyprowadziłam się z domu jak miałam 23 lata (jak tylko dostałam 1 umowe o pracę). Mam Męża, prace i ogólnie swoje życie. Mieszkam niecałą godzine drogi od domu rodzinnego. W domu rodzinnym pojawiam się rzadko (raz na kwartał?), ale Matka (lub Ojciec), Matka zdecydowanie częściej wydzwania do mnie przynajmniej co 2 dni i prawie za każdym razem czegoś chce. A to jej coś przetłumacz (prowadzi własną firemke i zatrudnia osoby znające angielski), a to żeby jej coś przewieźć, a to jej coś załatw. Kiedyś źle zaprakowała (ma w dupie znaki i wiedziała że źle parkuje ale sądziła że jej sie upiecze) i jej auto odholowali to oczywiście żebym przyjechała i zapłaciła 600 zł bo ona nie ma kasy a każdy dzień na policyjnym parkingu to dużo pieniędzy. Nie nigdy nie oddała. Jak w pracy czegoś nie wie albo ma wątpliwość to zawsze telefon do mnie. Spłacam karte kredytową - ona nie miała zdolności a jeszcze jak mieszkałam u nich namówiła żebym wzieła na siebie, bo nie będzie co do garnka włożyć i nam prąd odetną. Oczywiście obiecała spłacać i nigdy tego nie zrobiła. Nie zarabia jakoś źle, nie ma kredytu na mieszkanie ale wszystko co zarobi to natychmiast przepuszcza na jakieś bzdury. Kiedyś zarabiała sporo ale odkąd pamiętam nigdy nie oszczędzała. Jednocześnie potrafi mnie wyśmiać że nie chodze co miesiąc do fryzjera, czy nie przepuszczam kasy na ciuchy. Kupiłam z Mężem i urządziłam jakiś czas temu mieszkanie ( częściowo na kredyt) - nie dołożyła ani złotówki , ale wszystkim wokół opowiada o tym jakby to była jej zasługa. Nie raz jej wytykałam, że jej zachowanie jej słabe ale wtedy płacze aż ją zatyka, krzyczy, obraża się, odgraża się że dostanie zawału , po jakimś czasie jej przechodzi i tak w kółko. Dziś znowu dzwoniła, że Ojciec (a dokładniej mój Ojczym) jest okropny, że nie może z nim wytrzymać i że ma wstrętny charakter. Mówiłam jej już o tym ponad 10 lat temu, jak wyjechała na pół roku za granice a mnie z nim zostawiła i musiłam znosić jego zachowanie. Jak wróciła to jej powiedziałam co wyprawiał, ale wtedy na mnie nawrzeszczała że kłamie i chce go jej obrzydzić. Dziś jej to przypomniałam - "no tak na Ciebie to można liczyć" (z ironią). To nie pierwsza taka sytuacja, za 2 tygodnie się pogodzą i powie do każdego jakie z nich udane małżeństwo. Jestem zmęczona, jest mi wstyd przed Mężem i jego rodziną (za każdym razem jak są jego i moi rodzice to się najem wstydu za ich zachowanie). Mąż też nie rozumie dlaczego musze na nich lożyć cały czas skoro tak to się przechwalają ciągle czymś nowym. Sorry za długi post ale mi się ulało - jakieś rady? Dołączył: 2012-02-10 Miasto: Lublin Liczba postów: 1406 4 stycznia 2020, 11:33 Twoja matka jest z tego co mówisz bardzo toksyczną osobą, na Twoim miejscu ograniczyłabym kontakty do niezbędnego minimum, czyli telefon z życzeniami na święta. Im więcej macie kontaktu tym gorzej, a mama się nie zmieni w tym wieku, może być tylko coraz gorzej. Wiem z autopsji. Lois_Lane Dołączył: 2019-05-02 Liczba postów: 268 4 stycznia 2020, 11:34 Doczytałam do końca. Masz prawą być zła i rozżalona. Dobrze, że jesteś świadoma tego co się dzieje. Musisz postawić matce granice, jak na razie wchodzi ci na głowę kiedy chce. Takim w miarę wygodnym sposobem może być ograniczenie kontaktu, nie odpowiadaj na każdy jej telefon. Oddzoń raz na tydzień/dwa tygodnie i powiedz że byłaś przepracowana, nie miałaś czasu. Oczywiście będzie biadolić że nie masz dla matki czasu ale jak nie postawisz na swoim i nie zaciśniesz zębów to nic nie tak zrobiłam z teściami jak jeździliśmy do nich często i mimo to wciąż były pretensje że prawie nas nie ma. Tak mnie szlak trafił że byliśmy 3 razy w roku i temat się skończył. mamager 4 stycznia 2020, 11:39 Wpisz sobie w google OSOBOWOŚĆ NARCYSTYCZNA i wszystko stanie się jasne. Dołączył: 2013-04-20 Miasto: Poznań Liczba postów: 3179 4 stycznia 2020, 11:48 Masz problem ze stawianiem granic, popracuj nad tym, bo się zameczysz. Kiedyś rodzice wychowali Ciebie, stosowali jakaś dyscyplinę, stawiali granice... Teraz Ty musisz wychować ich :) Ja rozpoczęłam ten proces bardzo wcześnie, więc problemu nie mam. Nastepnym razem nie wyskakuj z pieniedzy, matka poniesie konsekwencje swoich działań i na drugi raz pomysli. To tak jak z dziećmi, trzeba cierpliwości :) Trafilas na rozkapryszonego bachora, ale dasz radę :) Cllio 4 stycznia 2020, 11:50 Jakbym czytała o moim ojcu. A w dodatku mnie obarczał odpowiedzialnością za moje dorosłe rodzeństwo. Bo jestem najstarsza, dobrze zarabiam i powinnam się wszystkimi zajmować... Odcięłam się. Przestalam przyjeżdżać, obierać prawie wszystkie jego telefony. Powiedziałam wprost, że mam dość. Że każdy jest odpowiedzialny za siebie a mnie nikt nie pyta jak sobie radzę. Pomogło. Liandra 4 stycznia 2020, 12:09 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z bliskimi. gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 12:38 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców. Dołączył: 2015-01-14 Miasto: Kielce Liczba postów: 2265 4 stycznia 2020, 12:48 U mnie odwrotnie. Moja mama nie chce nikomu zawracać głowy, wszystko sama, nawet ból ukrywała... A dla ciebie mam jedną stanowczą radę-absolutnie nie dawaj jej żadnych pieniędzy. Nie masz żadnego obowiązku na nią łożyć, ona tobą manipuluje taki zachowaniem. agazur57 Dołączył: 2017-03-21 Miasto: Leśna Góra Liczba postów: 5694 4 stycznia 2020, 12:55 Litości, to są dorosłe osoby, nikt im nie musi życia uprzyjemniać. Stawiaj granicę- wiem, że to trudne, zwłaszcza jak z kimś łączą więzy emocjonalne. Też nie rozumiem dlaczego finansujesz matkę mając własną rodzinę. Matka jest manipulantką, która wykorzystuje ludzi. Po prostu Cię wykorzystuje. ote="Liandra napisał(a):A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców. Rodzina zniszczyła mi związek Ojciec Uli był profesorem medycyny, chirurgiem. Człowiekiem sukcesu. Żona, mama Justyny, jest emerytowaną tłumaczką, mają duży dom, dwa samochody, działkę nad jeziorem, nawet pies jest rasowy. Córka poszła w ślady ojca i skończyła medycynę - została pediatrą. - Wszystko miało świadczyć o sukcesie ojca. Na tym idealnym obrazie była jednak jedna rysa - jego mała córeczka zakochała się w "utracjuszu", jak nazywał Maćka. Studiował filozofię, ale studiów nie skończył, wyjechał do pracy za granicę. Jego rodzice nie są zamożni, a on chciał się usamodzielnić. Imał się różnych zajęć, nawet pracował na budowie. Mój ojciec nie dostrzegał, że jest pracowitym cudownym człowiekiem, czułym i dobrym. Najważniejsze było to, że Maciek ma tylko maturę – mówi Ula. W tym "idealnym" domu panował tzw. zimny chów. Ula nie pamięta, żeby ojciec choć raz ją przytulił, pogłaskał po głowie, powiedział, że jest z niej dumny. Kiedy zdała maturę na piątki, pojechała na wakacje do Lizbony, za zdane egzaminy na medycynę dostała samochód. Maciek pokazał jej, że nie tylko osiągnięcia są ważne, ale liczy się też drugi człowiek. - Pierwszy raz ktoś mnie zapytał, co czuję i myślę. Ojciec powiedział, że nie wyjdę za niego, nie zapytał mnie, ale skwitował to jednym zdaniem: "nieuk nie będzie twoim mężem". Całe życie starałam się sprostać jego oczekiwaniom. Marzył, żebym poszła na medycynę, więc poszłam. Grzeczna córeczka tatusia. Pierwszy raz się zbuntowałam, bo kocham Maćka – wspomina Ula. Maciek zaczął studiować zaocznie pedagogikę, pracował jako ochroniarz w sklepie. Ula jako początkujący pediatra w szpitalu dziecięcym nie zarabiała za wiele. Zaraz po ślubie zaszła w ciążę. Ojciec zaproponował, że skoro nie stać ich na własne mieszkanie, to mogą zająć górę domu, nie będą musieli za nic płacić. Załatwił Maćkowi pracę u kolegi w biurze nieruchomości, bo zięć ochroniarz to wstyd. - Dziś wiem, że powinniśmy się wyprowadzić od rodziców, żyć skromnie, wychowywać dziecko. Ale wtedy uwierzyliśmy, że będzie dobrze, że ojciec zaakceptował Maćka, ale on nie przepuścił żadnej okazji, żeby upokorzyć mojego męża. Pamiętam, jak opowiadał, że córka jego przyjaciół, a moja koleżanka, wyszła za mąż za właściciela salonu samochodowego i dziś budują dom za miastem, bo niektórzy umieją w życiu wybrać. Niby taka niezobowiązująca opowiastka, ale wiadomo było, że chodziło o to, że ja niby źle wybrałam. Maciek się wściekał, a mówiłam mu, że jest przewrażliwiony – wspomina Ula. Nieodcięta pępowina Justyna Święcicka, psycholog, mówi, że zdarza się, że rodzice nie pozwalają swoim dzieciom odciąć pępowiny, bo chcą je mieć dla siebie, sprawować kontrolę nad ich życiem, jakby nie zauważali, że one już dorosły. Rodzice są zaborczy, bo chcą czuć się potrzebni. Czasami nie mają własnego życia. Przez lata nie dbali o relacje z innymi ludźmi, swój rozwój, skoncentrowali się na dziecku. A kiedy ono opuszcza dom, zostaje pustka. Zdarza się też, że już nic nie zostało z ich małżeństwa, trzyma ich przy sobie tylko dziecko, boją się, że kiedy ono wyfrunie z gniazda, będą musieli spojrzeć prawdzie w oczy. - Dlatego wolą zajmować się kłopotami syna czy córki, niż swoimi własnymi. Stosują podstępny rodzaj krytyki partnera, obrzydzają go im. Z jednej strony idealizują swoje dziecko, a z drugiej, chcą je wtłoczyć w swoje wyobrażenia o tym, jakiego małżonka powinny mieć. A to wszystko w otoczce troski. Dla rodziców często partner dziecka jest obcą osobą, a oni chcą spędzać czas z własnym dzieckiem. Nie ma w tym nic złego, chodzi o właściwe proporcje. Jeśli dzwonią od czasu do czasu to jest miłe, ale jak kilka razy dziennie, to już jest niepokojące. Muszą pozwolić dzieciom żyć po swojemu i odnaleźć się w swoim związku – mówi Justyna Święcicka. Byłam przyzwyczajona do rozkazów ojca Kiedy urodził się synek Uli i Maćka, byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Maciek skończył pedagogikę, zaczął pracować z dziećmi autystycznymi. Mówił, żeby się wyprowadzili, że dadzą sobie radę, że dostał kawalerkę po babci, gdzie mogą się wprowadzić. Ale ojciec Uli przekonywał, że z tego nie da utrzymać rodziny, że po co mają cisnąć się jednym pokoju z dzieckiem, skoro w jego domu mają trzy. - Byłam przyzwyczajona do jego rozkazów, ale nie Maciek. Coraz później wracał do domu, czasami po alkoholu. Coraz częściej się kłóciliśmy, a ojciec ciągle powtarzał, jaki Maciek jest nieodpowiedzialny, że tak to jest, jak niziny aspirują do klasy średniej. Znalazłam się między młotem a kowadłem. Nie umiałam podjąć decyzji, mówiłam, że wszystko się ułoży i nic się nie układało. W końcu Maciek powiedział mojemu ojcu w twarz, że nie będzie nim dyrygował. Ten odpowiedział, że będzie, dopóki u niego mieszkamy. Od słowa do słowa, wywiązała się awantura. Maciek się wyprowadził. Ja zostałam, nie miałam odwagi wyjść. Bałam się biedy, której wcześniej nie doświadczyłam. Nigdy nie przestałam tego żałować. Maciek to mądry facet. A ja uwierzyłam swojemu ojcu, bo zawsze robiłam to, co on chciał, tylko nie zawsze byłam tego świadoma. Nie wiem, jak to się dzieje, że on potrafił wszystkich podporządkować sobie – mówi Ula. Małgorzata mogłaby doskonale zrozumieć Maćka, bo ona też znalazła się w podobnej sytuacji. Pamięta scenę z filmu Woody Allena, kiedy para kochanków jest w łóżku, a z nimi są jeszcze cztery inne osoby - rodzice każdej ze stron. To jakby o niej. Gosia i jej mąż Janek, plus jego rodzice. Teściowa nigdy nie chciała zauważyć, że jej syn jest dorosłym człowiekiem. Dla niej był ciągle małym chłopcem, który potrzebuje pomocy, a Małgorzata wrogiem, który niszczy mu życie, bo nie gotuje na parze, a to jest zdrowe, używa wody z kranu, co z kolei jej zdaniem jest niebezpieczne. Lista błędów popełnianych przez Gosię układana przez teściową nie ma końca. - Żyliśmy w jakimś chorym czworokącie. Mój mąż zawsze był związany z rodzicami, ale byłam przekonana, że wszystko zmieni, kiedy założymy własną rodzinę. To nieprawda, dzisiaj już wiem, że dorosłego człowieka trudno jest zmienić. Jest uzależniony od swoich rodziców, ale nazywa to bliskością i dobrymi relacjami. Mam dobre kontakty z rodzeństwem, ale moje siostry nie siedzą nam na głowie. Dzisiaj jestem już silniejsza, umiem to wszystko nazwać. Kiedyś myślałam, że jestem niewdzięcznicą, która nie docenia poświecenia innych. A z drugiej strony czułam, że jest ich za dużo, że to chore i patologiczne. Zaczęłam dużo czytać w internecie o dzieciach z nieodciętą pępowiną – wspomina Małgorzata. Tacy troskliwi rodzice Gosia pamięta moment, w którym poznała jego rodziców. Była zachwycona: rozmowni, troskliwi i tacy nowocześni. Korzystali z internetu, podróżowali po świecie. I mieli świetny kontakt z synem, wiedzieli z kim się przyjaźni, pytali, co słychać u jego kolegów. Gosia ma trzy siostry, rodzice pracowali, wymagali od dzieci, żeby zajmowały się sobą, nie wyręczali we wszystkim. - Byłam druga z kolei, więc zajmowałam się swoim młodszym rodzeństwem. Rodzice nie rozpieszczali nas, ale czułam się kochana. Miałam fajny dom - wesoły, pełen życia, zabawy, hałasów. Rodzice Janka uważnie słuchali syna, mówił im, o rzeczach, o jakich ja bym nie powiedziała nigdy np. że ma kaca, a mama biegła po kefir. Byłam zachwycona. Niedługo miało się okazać, że ta troska wyjdzie mi bokiem – mówi Gosia. Pobrali się zaraz po studiach, urodził się Michał. Rodzice Janka kupili im mieszkanie, sami je znaleźli, nieopodal swojego. Ale to, co działo się później przerosło najśmielsze wyobrażenia Gosi. Teściowa dzwoniła do nich kilka razy dziennie. A teść przyjechał z zupką według kuchni pięciu przemian. Kiedy Gosia gotowała obiad dla siebie i dla męża, zaraz pojawiała się teściowa z dobrymi radami. Zanim wyposażyli mieszkanie, teść zabrał ich brudne ciuchy, w tym bieliznę do prania. Nie docierało do niego, że dla Gosi jest to krępujące, że na dole mają pralnię. Gosia poprosiła, żeby nie wpadali niezapowiedziani, bo np. może nie być ich w domu, ale ojciec poskarżył się Jankowi, że kazała im nie przyjeżdżać. Znowu usłyszała jaka jest niewdzięczna. Teściowie zniszczyli nam życie - A ja czasami chciałabym zjeść fast fooda, ale tylko we dwójkę. Nie dałam rady tego wytrzymać, myślałam, że zwariuję. Kłóciliśmy się, słyszałam jaka jestem niewdzięczna, że oni tyle nam pomagają – mówi Gosia. W końcu ustalili, że sama będą prać i gotować, a jego rodzice będą dzwonić, kiedy chcą ich odwiedzić, ale wpędzali Gosię w poczucie winy, że jest niewdzięczna, rozbija zgraną rodzinę, chce poróżnić syna z rodzicami. Kłócili się, ona twierdziła, że nie da się żyć w tym czworokącie. Mąż twierdził, że to normalne, że rodzina sobie pomaga. - Często w takiej sytuacji dzieci czują się wykorzystane, a ich partnerzy są zazdrośni. Widzą, że jej lub jego rodzice zawłaszczają przestrzeń, wchodzą na teren, który powinien być przeznaczony dla nich. Wiele zależy od tego, na ile ta osoba chce dorosnąć. Powinna pracować nad komunikacją z rodzicami, mówić czego potrzebuje i wyznaczyć jasne granice. To nie zawsze jest łatwe, bo rodzice manipulują poczuciem winy, na zasadzie, tyle dla ciebie robię, a Ty jesteś niewdzięczna. Dorosłe dziecko musi poczuć, że to jego własne życie, nad którym chce mieć kontrolę i przeciąć pępowinę, dla dobra siebie i związku. A w pewnym sensie i dla rodziców, którzy wtedy będą mogli zająć się swoim życiem. Kiedy źle się dzieje w związku, a partnerzy nie radzą sobie z tym, dobrym rozwiązaniem jest terapia – mówi Justyna Święcicka. Mądrzy po szkodzie - Teściowie zniszczyli nam życie. Bardzo kochałam Janka. Kiedy wyprowadził się do mamusi i tatusia wyłam z rozpaczy. Myślałam, że tego nie przeżyję. Nie tak miało być. Rozstaliśmy się, ale mieliśmy dziecko, tęskniłam do niego. Widywaliśmy się nadal, bo przychodził do córeczki – mówi Gosia. W końcu postanowili spróbować jeszcze raz. Okazja nadarzyła się kiedy Janek awansował, musiał przenieść się do innego miasta, gdzie został dyrektorem oddziału banku. Wtedy Gosia zaproponowała, że przeniesie się razem z nim, że spróbują odbudować rodzinę. - Byle dalej od tych ludzi. Pewnie teściowa wydzwania do męża, ale już jesteśmy sami. Co dwa weekendy jeździ do swoich rodziców, na kilka godzin. Dla mnie jest jeszcze za wcześnie, żeby się z nimi spotkać. Jest we mnie zbyt dużo żalu – mówi Gosia. Dzisiaj Ula wie, żaden jej chłopak nie byłby dostatecznie dobry dla jej ojca. I wcale nie robił tego z troski o nią. Była tylko jeszcze jednym jego sukcesem, a on był przecież człowiekiem sukcesu. Mogła powiedzieć, żeby się nie wtrącał, tak jak Gosia, wyprowadzić się do innego miasta, ale nie dała rady. Nie widziała tego wszystkiego, co wie z perspektywy czasu. Synek Uli ma prawie 10 lat. Ojciec nie żyje od trzech lat. Zmarł na zawał serca. Dla matki Uli wciąż jest guru, od kiedy umarł, ona gaśnie w oczach. Nie umie bez niego żyć, nie da o nim powiedzieć złego słowa. - Matka nigdy nie miała nic do powiedzenia, była cieniem ojca. Może gdyby nie Maciek, też bym nie widziała, że był też despotą, który krzywdził. O zmarłych źle się nie mówi, ale on zmarnował mi wiele lat życia, moje dziecko widuje się z ojcem tylko weekendy. Uwielbia tatę. Wiele bym dała, żeby móc do niego wrócić, ale on jest w nowym związku i wiem, że ona jest z nim szczęśliwa, bo znam Maćka. Gdybym mogła cofnąć czas, mój synek nie wychowywałby się bez ojca – mówi z żalem Ula.

mąż ciągle jeździ do rodziców